Sperlonga 2012/2013

Jak zwykle w okresie świąteczno-noworocznym postanowiliśmy pojechać w cieplejszą część Europy na wspin.  W tym roku wybór padł na Sperlongę. Zebranie kompletu ludzi do samochodu nie było problemem. Na wyjazd mieliśmy jechać w składzie: Zuzia, ja, drugi Krzysiek i Grzesiek. Parę godzin przed wyjazdem chęć wyjazdu(choć nie w celach wspinaczkowych) wyraziła kuzynka Zuzi – Alicja. Mieliśmy wątpliwości czy uda się zapakować nam w 5 osób z bagażami. Jakimś cudem jednak się udało i wieczorem ruszyliśmy.

Po niecałych 20h byliśmy w Gaecie i po małych zakupach zaczęliśmy znoszenie wszystkich gratów na plażę po strasznie dłużących się schodach. Jak zwykle o tej porze roku na plaży przy Grotta de Aeronauta było już sporo rodaków choć i tak nie tyle ile się spodziewaliśmy.

Pierwszy dzień to rozwspin w grocie. Nie padają żadne mocne drogi ale zaczynamy powoli czuć skałę. Następny dzień to chyba najciekawsze doświadczenie wyjazdu. Zdecydowaliśmy się pojechać na wielowyciągowe wspinanie na klifach w Gaecie. Chcąc mieć dużo czasu wstaliśmy bardzo(jak na nas)wcześnie. Pojechaliśmy do Gaety i ruszyliśmy w stronę klifów. Jednak okazało się to wcale nie takie łatwe. Zaczęliśmy podejście ale okazało się, że podchodzimy od złej strony i w ten sposób straciliśmy jakieś 1,5-2h. W końcu znajdujemy linię zjazdów prowadzącą na start dróg wspinaczkowych. Dwa zjazdy po 60m i jesteśmy na trawersie tuż nad wodą a dookoła tylko słońce i fale rozbijające się o klify. Porządkujemy szpej i ruszamy. Wspinanie jest dziwne ale szybko melduję się na pierwszym stanowisku. Tu okazuje się, że zespół który wystartował naszą drogą dużo przed nami wspina się strasznie wolno. Do końca drogi przyjdzie nam spędzić dużo czasu czekając często w niezbyt wygodnych miejscach, aż tamci pokonają kolejny wyciąg. W końcu jednak meldujemy się na szczycie klifu. Niestety nie ma już czasu na zrobienie kolejnej drogi. Brak możliwości wspinania się w swoim tempie i liczne przestoje odebrały trochę radości ze wspinania ale widoki i pogoda w pełni to zrekompensowały.

Kolejne dni wspinaczkowe spędzamy w grocie a resty na slacku na plaży na której nocowaliśmy. Każdy znalazł sobie jakieś cele do realizacji i jak zwykle część udało się zrealizować a część będzie musiała poczekać do następnego razu. Zdecydowanie wszyscy zgadzali się co do tego że wyjazdy sylwestrowe nie są od bicia rekordów ale od odpoczynku i zabawy. Nie było więc zbędnej napinki na wyniki i ilość wspinania było za to dużo zabawy podczas wspinania po formacjach jakie widujemy dość rzadko.

Czas minął dość szybko i trzeba było wracać. Nie byłby to jednak kompletny trip gdyby nie problemy ze środkiem transportu. Już w Niemczech samochód zaczął tracić moc i jechaliśmy skokami po 50-100km i to jeśli mieliśmy szczęście. Na jeden z postojów zatrzymaliśmy się na dróżce schodzącej na jakąś łąkę. Zanim wyłączyliśmy silnik postanowiliśmy zawrócić na tej łące i dopiero później damy samochodowi odpocząć. Łąka okazała się jednak tak śliska, że nie byliśmy w stanie wyjechać. Podkładanie gałęzi i próby rozpędzenia się nie przyniosły żadnych rezultatów. Kiedy dziewczyny zostały wysłane po traktor do pobliskiego gospodarstwa nam jakimś cudem udało się wyjechać na drogę.

 

Wpis został opublikowany w Wspinaczka i otagowany , , , . Zakładka: permalink.