Rysy freeride’owo

Zjazd z Rysów było moim marzeniem praktycznie od początku mojej przygody ze skiturami i jazdą pozaprasową. Początkowo był to cel kompletnie abstrakcyjny. Z czasem jednak oswoiłem się z jazdą terenową. Realizacja tego celu zaczynała być coraz bardziej prawdopodobna. Już na jesieni 2010 stwierdziłem, że jak tylko na wiosnę trafią mi się dobre warunki to bez względu na wszystko jadę w Tatry posmakować jednego z dłuższych i piękniejszych zjazdów w Polsce.

Okazja trafiła się na początku kwietnia. Weekend zacząłem bynajmniej nie narciarsko. Piątek spędziłem wspinając się w Sokolikach. Po powrocie spakowałem sprzęt narciarski, raki, dziabę i wsiadłem w pociąg do Krakowa. W Nd o 2 rano wyjechałem z Ewą w stronę Tatr. W Nowym Targu dołączył do nas Krzysiek i we troje dojechaliśmy do Palenicy Białczańskiej. Szybkie troczenie nart do plecaków i ruszamy do góry. Po ok.  1,5h już oglądamy panoramę Morskiego Oka. Po chwili oddechu, nadal z nartami na plecach przechodzimy po stawie i podchodzimy na próg Czarnego Stawu.

Śnieg jest mocno zmrożony więc decydujemy, że nie ma sensu podchodzić na fokach. Narty zostają na plecach a na nogi wędrują raki. Podejście jest długie i monotonne. To co z dołu wyglądało na krótkie ciągnęło się w nieskończoność. W końcu dochodzimy do wylotu „rysy” ale jesteśmy już nieźle zmęczeni. Śnieg zaczyna mięknąć więc tempo maleje tym bardziej. Robimy dłuższą przerwę już niedaleko szczerbinki. Jest koło południa. Ewa się waha i w końcu decyduje się poczekać w tym miejscu aż ja z Krzyśkiem doczłapiemy się na górę i zjedziemy. W okrojonym składzie kontynuujemy podejście. Po 20 min osiągamy grań. Stąd już tylko kawałek na szczyt ale to jest najwyższy punkt z którego da się zjechać więc nie idziemy wyżej. Zakładam narty i próbuję zjeżdżać. Jednak na samej górze zamiast śniegu jest lód i bywa wężej niż 180cm czyli długość moich nart – zsuwanie się odpada. Wracam na grań, zakładam znów raki i schodzimy 20m niżej gdzie lód zamienia się w śnieg. Wykopujemy platformę by mieć jak założyć narty i jedziemy. Początkowo jazda jest stresująca i obskok wychodzi raczej kulawo. Dołącza do nas Ewa i już we troje jedziemy w stronę wylotu „rysy” ciesząc się z każdego skrętu. Od wyjechania na pola śnieżne za Bulą banany nie znikają z naszych twarzy. W Wołowym Żlebie mała sesja  fotograficzna z widokiem na oba stawy. Ostatni odcinek zjazdu i jesteśmy na Czarnym Stawie.

Napięcie opada, radość wybucha. Robimy masę zdjęć, wygłupiamy się po czym schodzimy do schroniska na zasłużone piwo. Tam z kolei wiosna w pełni. Jest koło 14 więc turystów kręci się bardzo dużo – większość w letnich strojach. Nasz sprzęt przyciąga więc jeszcze bardziej uwagę. Chętnie odpowiadamy na pytanie skąd na tych nartach zjechaliśmy. Patrząc na wyrazy twarzy nie zawsze chyba odpowiedź zgodna z prawdą mieści się w głowach pytających.

Jeszcze tylko asfaltem do samochodu, do Krakowa, pociąg do Wrocławia i o 5:45 jestem w domu. Mam całe 3h do pierwszych zajęć więc jestem tego dnia trochę nieprzytomny ale w 100% było warto.

pełna galerię znaleźć można na stronie  http://nosal.net.pl/?page_id=18&album=RysyNaNartach3042011

 

Wpis został opublikowany w Narty i otagowany , , , , , . Zakładka: permalink.