Krótka skiturowa wyrypa

Na Wielkanoc planowaliśmy z rodzicami pojechać na narty do Austrii. Święta zbliżały się a wraz z nimi wyjazd. W wielki wtorek dostaję smsa od Asi – znajomej poznanej na obozie skiturowym. Pisze, że jest w Samotni, jest pięknie i pyta się czy bym nie przyjechał. Krótkie zastanowienie: wyjazd w sobotę rano, od czwartku mam wolne więc… czemu nie!

W środę po szkole szybko pakuję się i w nocy jadę na dworzec autobusowy. Wsiadam do busa jadącego do Karpacza gdzie mam być koło 3 rano.

Dojeżdżając dostaję smsa od Asi, że ta poszła na wschód słońca. Skąd mogła wiedzieć, że zaraz przyjdzie śnieżyca.

Początkowo po ciemku podchodzę do schroniska. Tam śniadanie, czekanie aż wrócą z niezbyt udanego wschodu słońca, wypożyczenie sprzętu i w górę.

Dołącza się do nas Mateusz. W sypiącym śniegu i (kto by przypuszczał) wietrze podchodzimy na grań i kierujemy się w stronę Słonecznika. Tam zaczyna się wypogadzać, przestaje wiać i nawet Śnieżka się pokazuje. Po chwili jesteśmy pod Smogornią.

I tu ma miejsce jeden z piękniejszych zjazdów mojego życia – głęboki świeży puch i mój ślad, który jako pierwszy go narusza. Zjeżdżamy w dół aż do Smogorniaka skąd lekko błądząc przez Pielgrzymy wracamy do schroniska

Wieczór przy piwku w miłym towarzystwie studentów filmówki, potem rozmowy z Robertem i spać. Rano wczesne śniadanie i szybko w dół na pierwszy autobus do Wrocławia. W końcu następnego dnia w Alpy.

Wpis został opublikowany w Narty i otagowany , , , , , . Zakładka: permalink.