Do Pragi na motocyklu

Mimo, że dumnym posiadaczem mojej Yamahy XJ-600 Diversion stałem się w marcu to nie miałem okazji pojechać w dłuższą trasę. Tzn. najdłuższa trasa to był powrót do Wrocławia po kupnie. Swoją drogą był dość upiorny bo było 5 stopni i dużą część drogi lał deszcz a do przejechania było 280km. Potem jeździłem po mieście i czasem gdzieś blisko za miasto. Raz pojechałem w Sokoliki na wspin ale i tak nie oddaliłem się przy tym za bardzo od Wrocławia. Nic więc dziwnego, że nie mogłem się doczekać pierwszego razu kiedy wsiądę na moją Yamaszkę i pojadę przed siebie. Wybór kierunku był w sumie dość łatwy. Od pewnego czasu myśleliśmy z Zuzą by w któryś weekend odpocząć od wspinania i po prostu się gdzieś zrelaksować. Przypomniałem sobie, że w życiu w Pradze nie byłem, dystans też wydał mi się w sam raz a Zuza od razu podchwyciła pomysł i jedyne co trzeba było zrobić to wybrać termin.

Szczęśliwie udało nam się znaleźć wolny weekend, spakowaliśmy kufer wsiedliśmy na motorek i pojechaliśmy. To właśnie o takim czymś myślałem decydując się na kupno motocykla. Prawie puste drogi, poranny chłód i prawie 300km przed nami. pierwszy postój przed Kudową. Rozprostowanie obolałych pleców i dalej. W Czechach mała pomyłka sprawia, że jedziemy 40km dłużej krajówkami zamiast autostradą ale akurat przy czeskich krajówkach to było nawet przyjemne. Na autostradzie okazuje się, że przy tej konfiguracji bagażowo – pasażerowej konstrukcja wpada w rezonans przy jakiś 120-130km/h. W związku z tym przez ten zakres trzeba było przechodzić szybko a nierówne odcinki pokonywać z prędkością wyższą lub niższą od tej. Do Pragi docieramy bezproblemowo, meldujemy się w naszym hoteliku, przebieramy w miejskie ubrania i idziemy na miasto.

Sam pobyt w Pradze był boski. Zwiedzanie a przede wszystkim odpoczynek. Nie bylibyśmy jednak sobą gdybyśmy nie zrobili czegoś co zaburzyłoby obraz normalnego, romantycznego weekendu w Pradze. Trafiliśmy(przysięgam, że przypadkowo) na ulicę ze sklepami górskimi. Po spędzeniu tam zarówno w sb jak i nd jakiegoś czasu, jako pamiątkę z Pragi do Polski jechała z nami para butów wspinaczkowych i dwa chwyty.

 

Powrót sprawiał jeszcze więcej przyjemności z jazdy niż jazda w tamtą stronę. Zgrałem się lepiej z Zuzą do jazdy w zakrętach i można się było bardziej kłaść. Jedyna nieprzyjemność spotyka nas już praktycznie na ostatniej prostej. Na rondzie na Powstańców jakaś kobieta autobusem zajechała wszystkie 3 pasy. Przy dodatkowym obciążeniu na kostce brukowej ledwo udało mi się wyhamować przed bokiem tego autobusu. Do tego fakt, że w pt przed wyjazdem przez inną kobietę zaliczyłem niegroźnego na szczęście szlifa(na dodatek uciekła z miejsca wypadku) i spod szybki mojego kasku posypał się ciąg wyzwisk odnośnie wszystkich kobiet za kierownicą.

Wpis został opublikowany w Uncategorized i otagowany , . Zakładka: permalink.