Najnowsze
Krzysztof Nosal - strona internetowa
Rysy Freeride'owo
Poprawiony: sobota, 23 lipca 2011 22:37 Wpisany przez Krzysztof Nosal sobota, 23 lipca 2011 21:45
Zjazd z Rysów było moim marzeniem praktycznie od początku mojej przygody ze skiturami i jazdą pozaprasową. Początkowo był to cel kompletnie abstrakcyjny. Z czasem jednak oswoiłem się z jazdą terenową. Realizacja tego celu zaczynała być coraz bardziej prawdopodobna. Już na jesieni 2010 stwierdziłem, że jak tylko na wiosnę trafią mi się dobre warunki to bez względu na wszystko jadę w Tatry posmakować jednego z dłuższych i piękniejszych zjazdów w Polsce.
| Add a comment |
Z wizytą u jego wysokości Chana
Poprawiony: sobota, 23 lipca 2011 19:51 Wpisany przez Krzysztof Nosal czwartek, 19 maja 2011 23:50
GALERIA
Decyzje i plany
Aforyzm „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku” jest używany tak często, że stał się już trochę banalny. Przytaczam go na początku tej relacji by go trochę poprawić. Podróż zaczyna się nie od pierwszego kroku tylko od pomysłu i decyzji by pomysł zrealizować. Często jest to jeden z trudniejszych momentów całej podróży. Zazwyczaj po tej niesamowitej chwili rusza machina organizacyjna. Wizy, bilety lotnicze/kolejowe, zbieranie informacji, kompletowanie sprzętu. W większości przypadków faza planowania i organizowania przebiega bez zakłóceń tak, że czas mija szybko i już jedziemy na lotnisko.
My tego komfortu nie mieliśmy. Najpierw przez jakieś ogłoszenie w Internecie znalazłem kogoś, kto chce jechać na jeden z siedmiotysięczników Azji Centralnej – Pik Lenina. Po wymianie paru maili już kupowałem bilety lotnicze. Nie zdążyłem się jednak nawet oswoić z myślą o tym wyjeździe jak w Kirgistanie, kraju, do którego mieliśmy jechać, wybuchła rewolucja. W krwawych zamieszkach został obalony prezydent. Podczas gdy nie było wiadomo jak sytuacja się rozwinie my zastanawialiśmy się czy nadal chcemy tam jechać. Na szczęście sytuacja poprawiła się zaskakująco szybko. Trzy tygodnie po wybuchu rewolucji my wróciliśmy do załatwiania permitów, sprawdzania sprzętu i czytania dziesiątek relacji z wejść na tą górę.
Gdyby na tym się skończyło, nawet bym o tym nie wspomniał. Ale na jakieś półtora miesiąca przed wylotem, na południu Kirgizji (czyli dokładnie tam gdzie chcieliśmy jechać) znów wybuchły zamieszki. Tym razem między Kirgizami a mniejszością Uzbecką. O wiele brutalniejsze od poprzednich i przez moment grożące interwencją zbrojną Uzbekistanu i, co gorsza, Rosji. Wymusiło to na nas zmianę planów. Na południu szybko się uspokoiło, ale nastroje były wciąż napięte. Nie chcieliśmy się znaleźć w oku cyklonu. W związku z tym zdecydowaliśmy się zmienić nasz cel. Zamiast na Pik Lenia leżący w Pamirze mieliśmy spróbować wejść na Chan Tengri – też siedmiotysięcznik, też w Kirgistanie, ale leżący w Tien-Szan czyli tak daleko od epicentrum ostatnich wydarzeń jak to tylko możliwe. Góra jest piękna, ale o wiele trudniejsza od Lenina a na dodatek leżąca w o wiele zimniejszych górach. Dodatkowym problemem(i wydatkiem oczywiście) było załatwienie helikoptera do obozu bazowego.
| Add a comment |


